PYSZNY SĘKACZ

Czas na kolejny kresowy przysmak. Tym razem przyrządźmy coś na słodko. Upieczemy sękacz. Tradycja głosi, że ciasto to bardzo zasmakowało samej królowej Bonie i znalazło się na ślubnym stole jej syna – Zygmunta Augusta.

Owy przysmak wygląda jak ścięty pień drzewa, od tego wzięła się nazwa, sękacz.
Czas teraz na to, aby sękacz zagościł i na moim stole. A więc zaczynamy. Tradycyjnie, ciasto powinno być pieczone na ogniu, jednak mam nadzieję, że kuchenka z termoobiegiem poradzi sobie równie dobrze.
Pierwszą ważną rzeczą, którą należy zrobić to znalezienie odpowiedniej foremki z kominkiem. Brzmi zabawniej niż wygląda, a ja znajduję ją w zakamarkach domowej kuchni. Do kilku łyżek masła dodaję szklankę cukru i mieszam, aż wszystko nabierze jednolitej konsystencji. Cały czas mieszając dodaję 6 żółtek (białka wrzucam do oddzielnej miski), trochę rumu (wcześniej sprawdzam czy jest dobry), torebkę cukru wanilinowego, ¾ szklanki mąki pszennej i trochę mąki ziemniaczanej. Wymaga to nie lada sprawności, by jednocześnie mieszając wykonać te wszystkie czynności.
Do odłożonych na bok białek dodaję szczyptę soli i ubijam z nich pianę, sztywną. Ciężko oddychając, dodaję pianę do wcześniej przygotowanej masy. Rozgrzewam piekarnik, około 200 stopni + termoobieg. I teraz zacznie się prawdziwa zabawa. Smaruję foremkę masłem i nakładam odrobinę ciasta na jej spód. Zapiekam przez jakieś 5 minut, aż zbrązowieje, wyciągam i nakładam kolejną cienką warstwę. I tak powstają tytułowe sęki.
Kiedy już wyczerpię całą misę masy, czekam aż ciasto ostygnie i ostrożnie wyciągam z formy. Oczywiście i tak mi się nie udało i wyjąłem je w 3 kawałkach. Pokroiłem na kawałeczki, posypałem delikatnie cukrem pudrem i zapraszam do stołu.
Mam nadzieję, że Wasze sękacze smakuję równie dobrze jak mój. Do następnego razu.

Michał Rutkowski


źródło zdj: wikipedia.pl